Historyjki z placu budowy z przymrużeniem oka

„To możliwość spełniania marzeń sprawia, że życie jest tak fascynujące”

 

Budowa domu powinna cieszyć, powinna być dla nas niezapomnianą przygodą. Aby tak się stało, musimy się naprawdę bardzo starannie do tego przygotować. Proszę mi uwierzyć, że pewne sprawy warto zlecić fachowcom. Jeżeli tego nie zrobimy, to nasze oszczędności z tego tytułu okażą się pozorne, a błędy jakich mogliśmy uniknąć bardzo kosztowne.

Początki u wszystkich z reguły są podobne. Patrząc jak szybko mury naszego domku pną się do góry, ogarnia nas optymizm, wręcz euforia. Zjeżdża się rodzinka i znajomi, a my z dumą pokazujemy im nasze „cudo”. Wprawdzie już na tym etapie mogą pojawić się niespodzianki. Jednym z takich „rodzynków” jest niewątpliwie sytuacja jaka przytrafiła się pewnemu inwestorowi (tak będziesz tytułowany drogi czytelniku-głównie przez „fachowców” niecierpliwie wypatrujących na kolejną zapłatę). Tak więc ów inwestor, zlecił pewnej nazwijmy to firmie, wykonanie prac budowlanych – konkretnie fundamentów. Z uwagi na to, że musiał pilnie wyjechać w podróż służbową, prace miały być nadzorowane przez kierownika budowy. Kiedy już nasz inwestor powrócił i udał się na swoją działkę, powitała go ekipa budowlana uszczęśliwiona jego widokiem (czas na kolejną zapłatę, bo po zaliczce pozostały tylko wspomnienia). Pojawił się również pan kierownik i zaczęto oceniać fachową robotę naszej ekipy. Po jakiejś godzinie stwierdzono, że tak w sumie to wszystko jest o.k. oprócz jednego małego szczegółu. Mianowicie tam gdzie miało być wejście i wjazd do domu to będzie taras, a tam gdzie miał być taras to będzie się teraz wchodzić do domu. Na szczęście udało się jakoś szkodę naprawić i nasz szczęśliwy inwestor będzie mógł wchodzić do domu i wjeżdżać do garażu od czoła a nie „naoborot”

historyjki_1

Ktoś powie – winna ekipa… jasne że tak, lecz czegoż mógł oczekiwać nasz inwestor od ekipy, która większość swojego bezcennego czasu spędzała pod sklepem spożywczym z buteleczką piwka lub „Mamrota”. Ja osobiście sądzę, że większą winę ponosi szanowny Pan kierownik, pod którego czujnym okiem miały się prace odbywać. Tak a propos, jeden z moich klientów opowiadał mi jak to musiał się pozbyć swojego kierownika, gdyż majster ze swoją brygadą nie mógł się jakoś z nim dogadać. Jak się dopiero po jakimś czasie okazało, ów kierownik był doskonałym fachowcem i nie pozwalał ekipie na niedociągnięcia i wdrażanie swoich własnych koncepcji do projektu. Niestety klient dał się przekonać, że pewnych materiałów i prac nie ma potrzeby stosować, że zaoszczędzi dzięki temu sporo pieniędzy, a kierownik tak w ogóle to jest młody i co on może wiedzieć o robocie. Definitywnie losy kierownika zostały przesądzone przy zakrapianym grilu, gdzie majster stwierdził, że czepił się on go jak przysłowiowy „rzep psiego ogona” a przecież „my (majster i inwestor) z saboj kak ryba z wodoj” Po około miesiącu dopełniła się niestety dalsza cześć tego przysłowia „ryba na dno a my w gawno” (powiedzonko to zwykł często cytować przy stoliku brydżowym nieodżałowany przyjaciel i wspaniały pedagog Ś.P. Stanisław Siomucha ). Cóż takiego się stało? Ano wskazówki kierownika o tym by solidnie zagęścić i zawibrować piasek w fundamentach przeszły koło uszu i wylany „chudziak ‘ zaczął się zapadać. Trzeba było skuwać chudy beton, wybierać źle ubity piasek i dosypywać nowego i ponownie solidnie tym razem zagęszczać.Uważam, że i tak skończyło się to szczęśliwie. Przecież mogło zapadać się dopiero po kilku miesiącach !!!. Ciarki przechodzą po plecach i aż strach pomyśleć co wtedy?Tak więc jak widzisz szanowny inwestorze, niezła zabawa może się zacząć już na samym początku. Porządnie wykonane fundamenty to podstawa. Dopiero w późniejszych etapach zauważymy ile ton cementu, stali, drewna, dachówki i innych materiałów musi udźwignąć podpora naszego domu.

historyjki_2

Podobnych przykładów i historii przedstawionych powyżej można przytaczać bez końca.  Gdy słyszę o czymś takim, przypomina mi się pewna anegdota jaką usłyszałem od jednego z moich wykonawców. Rzecz się miała na pewnej budowie w sobotnie popołudnie czyli w dniu kiedy można odpocząć przy piwku lub czymś mocniejszym po tygodniu wytężonych prac. A że doszła jeszcze jedna istotna okazja – zakończenie prac przy dachu, towarzystwo w składzie ekipy budowlanej, inwestora z rodziną i przyjaciółmi relaksowało się w najlepsze. Wszyscy podziwiali piękną konstrukcję dachu, śliczną, błyszczącą, równiutko ułożoną dachówkę. Majstra, po każdym „sto lat” odśpiewanym na jego cześć, rozpierała duma i skromnie dziękował za słowa uznania. W pewnym momencie jeden z uczestników biesiady bardzo nieśmiało stwierdził, że dach i owszem jest arcydziełem, jednak jemu jakby czegoś w nim brakowało. Słysząc te słowa, majster z pomocnikami zaniepokojeni wstali z za stołu i bacznie zaczęli spoglądać w stronę dachu. „A wiesz pan, mnie również jakby czego brakowało ale diabli wiedzą czego” stwierdził majster. Nagle ni stąd ni zowąd odezwał się 12 letni syn inwestora. … „tatusiu a gdzie nasz domek będzie miał kominy?”

Również i ta historia zakończyła się w końcu happy endem. Domurowano kominy (gratis) i zimą nasz inwestor mógł spokojnie rozpalić w piecu i posiedzieć przy kominku wspominając piękne czasy spędzone przy budowie swojego siedliska.

Kiedy czytam lub słyszę podobne anegdoty, to nabieram przekonania, że czasy w jakich przyszło nam żyć, nie są wcale takie szare i bezbarwne. Nasza rzeczywistość dla bacznego obserwatora nie odbiega znacznie od tej, jaką zwykł ukazywać w swoich kultowych filmach Stanisław Bareja. Obrazy takie jak „Alternatywy 4”, „Zmiennicy”, „Nie ma róży bez ognia”, „Co mi zrobisz jak mnie złapiesz” czy „Miś” ukazujące paradoksy życia w PRL-u oglądane są bardzo chętnie, zwłaszcza przez widza pamiętającego tamte czasy. Satyryczne obserwacje autora, kpina i ironia z ówczesnej – peerelowskiej rzeczywistości rozśmieszają nas do łez. Motywem filmowym dla tego twórcy mogła być nawet najbardziej błaha scenka zaobserwowana na budowie, podwórku czy urzędzie.Myślę, że mistrz Bareja nie nudził by się również żyjąc w obecnych czasach.                                J.D.

PROMOCJA KREDYTU NA DOM – czytaj ” Kredyt na dom numer 1 ” i „ABC kredytu na budowę domu „